Dzisiaj chciałbym opowiedzieć o pewnej patologii, która występuje w branży IT – rekrutacja mimo braku gwarancji etatów/projektów
W swoim życiu spotkałem się kilka razy, ale opowiem tutaj o jednym przypadku, który szczególnie zakotwiczył się w mojej pamięci
Pod koniec 2019 szukałem sobie stałej roboty – chciałem zobaczyć czy uda się coś ogarnąć w Lublinie. Okazało się, że pracy dla Seniora JS jest sporo, nawet w takim Lublinie
Pogadałem z rekruterkami z różnych firm z okolicy i wybrałem jedną firmę, w która swoją kulturą pracy pasowała do moich wymagań:
- pozwalała na regularną pracę zdalną
- rozliczanie b2b było standardem
- zapewniała fundusz szkoleniowy
- miała fajne biuro i dobrą kawę
- klientów pozyskiwała głównie z USA
Ogólnie świetnie wyglądała z zewnątrz oraz w opowiadaniach rekruterki 🙂
No i jak zwykle wyszło, że pod latarnią jest najciemniej i smaczki wychodzą dopiero w miarę gotowania
Pierwszy fail firmy to zadanie rekrutacyjne… Idę na Seniora JS, a oni dają mi do zrobienia TODO listę… Żenada i trochę słabe, że nie mieli innych zadań. Od razu im powiedziałem, że nie będę robić tego zadania, bo to zadanie dla juniorów
Wysłałem próbkę kodu z jednego ze swoich projektów i to okazało się wystarczające, aby przejść zadanie rekrutacyjne
Potem zostałem zaproszony na testy w biurze i miałem pokazać swoje skille kodowania realtime. Recenzentem mojego kodu była osoba z mniejszym doświadczeniem ode mnie ^^ więc kolejne żółte światło pojawiło się w tym tunelu…
Z technicznym rekruterem gadało mi się bardzo miło o różnych aspektach programowania oraz języka JS jednocześnie rozwiązując zadania rekrutacyjne podczas rozmowy
I fajnie, dostałem akceptacje swoich zadań – przyszła pani od HR i powiedziała, że wszystko jest ok i teraz musi moje wyniki i wymagania zaprezentować level wyżej do akceptacji i że na dniach do mnie zadzwoni z odpowiedzią kiedy zaczynam 🙂 Chcieli kogoś na wczoraj i tak była prowadzona rozmowa
No więc wyszedłem z rekrutacji zadowolony, że niedługo będę zatrudniony w całkiem fajnej firmie 🙂 Ładne logo, dobry PR, wyjazdy programistów., benefity..
Ogólnie niebo dla programistów, które bardzo szybko stało się piekłem czekania….
Minał tydzień, drugi, trzeci i nie było odzewu – więc sam zadzwoniłem do rekruterki… No i wyszło szydło z worka kiedy sam zadzwoniłem do rekruterki…
Okazało się, że rekturowali mnie do projektu, który nie został zaakceptowany przez klienta. Peszek 🙂 Sprawdzali czy na lokalnym rynku jest jakiś jeleń, który nabierze się na półprawdę o pracy w fajnym miejscu
I to ja byłem tym jeleniem…
Podsumowując w 3 punktach, abyś uczył się na moich błędach:
- nie zawsze rekrutacja – nawet „pozytywnie zakończona” – prowadzi do zatrudnienia, szczególnie w software house skierowanym pod outsourcing lub body leasing
- nie dawaj się nabierać na ładną bajkę ładnej Pani z HRu – zawsze pytaj o konkretne szczegóły projektu, na którym będziesz pracować, technologie, czas realizacji, kiedy projekt się zaczyna
- to że firma na dobry PR i image w internecie, to nie oznacza, że wszystko w środku działa jak trzeba i będzie w stosunku do Ciebie fair
Z jednej strony straciłem szacunek do tej firmy, jako potencjalnego pracodawcy, z drugiej strony z uwagi na wysokie zarobki w branży IT – szczególnie na seniorskich pozycjach – doskonale rozumiem dlaczego „badali rynek”
A Ty? Spotkałeś / spotkałaś się z taką sytuacją?
Do następnego commita!
